Kapitalna lajzerka pochodząca z Free People Clothing Boutique.
Świetna. Doskonała w każdym calu. Bardzo prosta, najprostsza na świecie koronka siatkowa zwana filet i odrobina zdobienia wąską koroneczką na zapięciu do pępka, wokół szyi, końcach rękawów i podwójnie na dole. To wszystko sprawiło że siedzi bardzo mocno w stylu boho. To genialna rzecz do bardzo wielu kombinacji: na sukienkę wąziutką na ramiączkach, na spodnie i jednokolorowa podkoszulkę z długim rękawem, na plażę na kostium, na biustonosz i legginsy, na topik i legginsy, na ... . co kto sobie wymyśli, należy tylko trzymać jednakowe kolory góry i dołu pod spodem, chyba że ktoś doskonale radzi sobie kolorystycznie to może łączyć różne odcienie utrzymane w tej samej tonacji. Do tego kosz ogromny, egipcjanki i wianek na włosach, albo; trepy lub kowbojki, skórzana torebka na długim pasku i dużo drewnianych i skórzanych bransolet ... i tak mogłabym wam podpowiadać do końca roku.
CUDO!
niedziela, 29 czerwca 2014
czwartek, 26 czerwca 2014
Bluzka / tunika z długim fantazyjnym golfem
Ach! Wspomnienia. Wspomnienie obudziła we mnie ta świetna szmatka.
Dawno temu, naprawdę dawno, kupiłam maszynę dziewiarską i jak na tamte czasy, mercedesa, bo dwupłytową. Uczyłam się tej maszyny i ... stworzyłam na niej niemalże coś identycznego jak tu na tym zdjęciu, tyle tylko, że nie była taka długa, odrobinę za biodra, równa, też z długimi rękawami, w kolorach ecru, beżach, brązach i miodowym, z takim właśnie długaśnym golfem zwieszającym się do pasa. Tu ten fantazyjny golf / woda, jest dziany jednocześnie z bluzką. W moim ciuchu był zrobiony osobno i potem doszyty do bardzo dużego dekoltu w formie żelazka i twierdzę, że lepiej się układał niż ten tutaj, co nie znaczy że tu nie jest pięknie - jest pięknie. Ta moja rzecz była cudowna, wyjątkowa, przepiękna, tak piękna, że jak wyszłam w niej po raz pierwszy do miasta i spotkałam znajomą świrniętą na punkcie ciuchów, wciągnęła mnie do bramy i tam rozebrała z tego cuda, a ubrała w swoją własną bluzkę, żebym miała w czym wrócić do domu. Nie chciałam jej za nic sprzedać, bo też zakochałam się na zabój, ale ona oszalała, uparła się maniakalnie, zwariowała i w końcu zaproponowała mi taką cenę, że nie mogłam się nie zgodzić na zmianę właścicielki.
A z maszyną dziewiarską to był dość krótki epizod. Jakość nie mogłam się do niej przekonać, choć fantastyczne rzeczy mi na niej wychodziły. Chodziło chyba o to, że byłam do niej przykuta w czasie pracy, hałasowała okropnie i nie mogłam już nic więcej, a ja lubię jednocześnie czytać, patrzeć w telewizor jeśli coś godnego mojej znakomitej uwagi i w ogóle lubię się przemieszczać z robótką, abstrahując od tego że co ręcznie wydłubane to ręcznie - i już!
Dawno temu, naprawdę dawno, kupiłam maszynę dziewiarską i jak na tamte czasy, mercedesa, bo dwupłytową. Uczyłam się tej maszyny i ... stworzyłam na niej niemalże coś identycznego jak tu na tym zdjęciu, tyle tylko, że nie była taka długa, odrobinę za biodra, równa, też z długimi rękawami, w kolorach ecru, beżach, brązach i miodowym, z takim właśnie długaśnym golfem zwieszającym się do pasa. Tu ten fantazyjny golf / woda, jest dziany jednocześnie z bluzką. W moim ciuchu był zrobiony osobno i potem doszyty do bardzo dużego dekoltu w formie żelazka i twierdzę, że lepiej się układał niż ten tutaj, co nie znaczy że tu nie jest pięknie - jest pięknie. Ta moja rzecz była cudowna, wyjątkowa, przepiękna, tak piękna, że jak wyszłam w niej po raz pierwszy do miasta i spotkałam znajomą świrniętą na punkcie ciuchów, wciągnęła mnie do bramy i tam rozebrała z tego cuda, a ubrała w swoją własną bluzkę, żebym miała w czym wrócić do domu. Nie chciałam jej za nic sprzedać, bo też zakochałam się na zabój, ale ona oszalała, uparła się maniakalnie, zwariowała i w końcu zaproponowała mi taką cenę, że nie mogłam się nie zgodzić na zmianę właścicielki.
A z maszyną dziewiarską to był dość krótki epizod. Jakość nie mogłam się do niej przekonać, choć fantastyczne rzeczy mi na niej wychodziły. Chodziło chyba o to, że byłam do niej przykuta w czasie pracy, hałasowała okropnie i nie mogłam już nic więcej, a ja lubię jednocześnie czytać, patrzeć w telewizor jeśli coś godnego mojej znakomitej uwagi i w ogóle lubię się przemieszczać z robótką, abstrahując od tego że co ręcznie wydłubane to ręcznie - i już!
środa, 18 czerwca 2014
Sukienki z firan, obrusów w stylu boho
Wskoczyłam jakoś ostatnio w koronkowe ciuchy, ale mamy lato w pełni, więc jestem usprawiedliwiona. Madame Susha tworzy w Australii i zajmuje się wyłącznie przeróbkami w stylu boho inaczej bohemian, czyli wymieszanie cygańskiej estetyki, z wiejską dworkową i hippisowską. Susha wyszukuje ciuszki w sklepach second hand (ciuchlandach), byłam w tych Australijskich i zapewniam, że są fantastyczne, nieporównywalne z naszymi! Dokłada do nich ozdoby w ten sam sposób wyszukiwane i powstają zupełnie nowe, absolutnie niepowtarzalne rzeczy wyjątkowej urody, bliskie memu sercu, bo uwielbiam takie klimaty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


